I-szy, II-gi, III-ci PPPiknik to sukces i niestety
IV PPPiknik, który odbył się w dniach 19-21 maja 2006
w Białowieży, też bardzo udany.
Przyjechała silna grupa byłych PPPiknikowiczów cztery
osoby były na wszystkich, dziesięć osób było co najmniej
drugi raz i dziewięć zupełnie nowych osób w tym pierwszy
zagraniczny PPPiknikowicz Andrew Bashford z Wielkiej Brytanii,
no i pierwsza PPPiknikowa rodzina z dziećmi Państwo
Zarzyccy. Niestety kilka osób zatrzymały sprawy służbowe
w domach, gdzie popłakiwali cichutko z tęsknoty. W zamian
mieliśmy przyjemność poznać i gościć miejscowych znawców
przyrody: Sławka Niedźwieckiego, Tomka Kułakowskiego i
Karola Zuba, którym dziękujemy za cenne białowieskie porady.
fot. Maciej Rębiś
Bez mała trzydziestka roześmianych PPPiknikowiczów
białowieskich...
Dnia pierwszego pieszo, zgrabnym rządkiem, poprzez
Polanę Białowieską i puszczańskie lasy, PPPiknikowicze
podążali nasypem, ścieżką, szosą i dróżkami przystając
co chwilka, oglądając przez lunety i lornetki ptaki (jakie
ptaszki? patrz lista obserwowanych ptaków). Dnia drugiego
już kawalkadą dziewięciu samochodów (przemyślenia odnośnie
zmian dotyczących potencjalnie uciążliwej kawalkady zostaną
zrealizowane na następnych PPPiknikach) przemierzaliśmy
dalsze okolice i okrążaliśmy kultową Siemianówkę.
Nikt nie narzekał na obtarte pięty czy nadwerężone sprzęgła
w samochodach, a jedynie na złośliwe komary. Ale dzięki
komarom została poczyniona obserwacja, że rzeczywiście
olejek waniliowy do ciasta odstrasza je, tzn. nadal latają,
ale nie kąsają. A nawet dwie obserwacje olejek waniliowy
odstrasza też Pawła Gębskiego dziewczyny nie używajcie
perfum o tym zapachu, bo Paweł ucieknie.
W sobotę rano wędrowaliśmy przez Białowieżę i park pałacowy
(pokrzewka jarzębata, muchołówki: szara, mała i białoszyja,
krętogłów, dziwonia), potem torami (derkacz, kszyk, orlik
krzykliwy, błotniak łąkowy, bielik, słowik szary) nieczynnej
kolejki do dawnego dworca Białowieża Towarowa (zaganiacz,
strumieniówka) ze wspaniałą restauracją Carska, niestety
nie na kieszeń PPPiknikowicza, ale zezwolili nam pooglądać
wnętrze i pozachwycać się, potem szosą na mostek nad rzeką
Narewką (cierniówka, kapturka, czarnogłówka), troszkę
pod górkę i za laskiem w prawo przez wysoki zamierający
wilgotny las (rezerwat Wysokie Bagno) i boczną drogą znów
na mostek na tej samej rzece i szosą do Białowieży (sesje
zdjęciowe z bliskim gąsiorkiem i pliszką siwą). Krótki
postój lunchowy w parku (pisklę kwiczoła, pisklę kosa,
muchołówka białoszyja, zaganiacz, śpiewak przy gnieździe).

fot. Bartek Duczmal
Niewinna droga do lasu rezerwatowego Wysoki Grond...
Popołudniu w samochody i pędem do pokazowego zwierzyńca
białowieskiego na dzięcioła zielonosiwego zamówionego
na sesję fotograficzną. Nie bardzo chciał współpracować
jako model, a właściwie modelka (samica, choć wcześniej
Kasia Goworek oglądała pełną parę), brodząc w zbyt wysokiej
trawie, lecz napatrzeć się na niego można było dostatecznie.
Potem leśną drogą do dzięcioła białogrzbietego, oczywiście
w martwym lesie pomiędzy Teremiskami a Budami. Obserwowany
z daleka, widziany jedynie w wąskiej szparce między drzewami
(pod nogami pokrzywowe chaszcze) karmił wdzięcznie potomstwo.
Potem jeszcze przedwieczorny spacer ścieżką dydaktyczną
Żebra Żubra (dzięcioł średni) i powrót do OSTOI na uroczyste
ognisko.

fot. Kasia Goworek
Mała przepychanka >do dziupli< dzięcioła białogrzbietego...
W przeciwieństwie do soboty, w niedzielę troszkę pogoda
była w kratkę, bo Matka Natura usiłowała nas chyba wywiać
tam skąd przybyliśmy i momentami kropił majowy deszczyk.
PPPiknikowicze okazali się chóralnie płochliwi na korzyść
twardego postanowienia niedzielnego przewodnika Sławka
Niedźwieckiego z Hajnówki wciągającego w podcisówkowe
bagna jedynie największych PPPiknikowych twardzieli i
wyprowadzając z nich dopiero o zmroku (pliszka cytrynowa,
aż 3 obserwowane pary i znalezione gniazdo z pisklętami,
toki kszyków, w tym gniazdo z jajami, zloty żurawi, wodniczka,
lotki bielika).

fot. Bartek Duczmal
Twardziele przed wejsciem na cytrynkowe bagna nad
Siemianówką...
Przedtem jednak sporo czasu spędziliśmy w Szymkach i Leonowiczach
czekając na kraskę. Mieliśmy nawet smutnego trupka młodego
szpaka wyrzuconego przez kraskę z dziupli. Niestety nie
przyleciała, choć wielu z nas bardzo chciało ją obejrzeć.
Za to łąka z mniszkami była urokliwa (stado ponad 30 bocianów
białych). Stawy w Bachurach najpierw w słońcu, potem w
deszczu, ale sporo nowych gatunków (gniazdo z parą łabędzi
krzykliwych, rybitwy białoskrzydłe, czarne, białowąse
i rzeczne, bataliony i piskliwce, kolonia śmieszek, błotniak
stawowy, wilga, tokujące krakwy, płaskonos,
).

fot. Aneta Balcerkiewicz
W próżnym oczekiwaniu na
kraski...
Do woli można było w trakcie PPPikniku napatrzeć się
na gąsiorki, pokląskwy, orliki krzykliwe, drozdy, dziwonie,
liczne tu jarzębatki i strumieniówki, błotniaki łąkowe
i stawowe, myszołowy, w tym nawet bardzo jasnej odmiany
(nad Zb. Siemianówka). Nie było rozróżniana na ptaki rzadkie
czy pospolite, każdy gatunek miał swoje parę chwil. Zainteresowaniem
cieszył się też żubr, storczyk Orchid majalis i piękna
gąsienica bliżej nie zidentyfikowanego motyla.
Najwięksi szczęściarze widzieli nawet wilka (Jarek i Mateusz
Matysiak), a nawet rysia (Sławek Niedźwiecki, Mateusz
Matysiak). Te piękne i ostrożne drapieżniki zaobserwowano
przy szosie BiałowieżaHajnówka.
Duże zainteresowanie PPPiknikowiczów wzbudziła obserwacja
derkacza, który zgodnie z naszymi życzeniami usiłował
przegonić iPodowego derkacza i kilkakrotnie wychynął
z traw pozwalając obejrzeć się z dość bliska.
Pokrzewka jarzębata także wabiona głosem ślicznie się
prezentowała w przydomowym sadzie.
Myślę, że na następnym PPPiniku więcej osób będzie miało
w swym wyposażeniu urządzenia wabiące, bo jak pokazały
doświadczenia z II-iego i tego PPPikniku warto coś takiego
mieć i korzystać z niego w terenie.

fot. Bartek Duczmal
W obłędzie nad michami z PPPiknikowym bigosem...
Miejsce naszego zakwaterowania Pensjonat OSTOJA Państwa
Kempisty na białowieskiej Zastawie bardzo sympatyczny
i wiele osób chwaliło sobie tamtejszą domową kuchnię i
wręcz rodzinną atmosferę. Wystarczyło usiąść na przydomowej
ławce, żeby obserwować powietrzne figle pary orlików krzykliwych.
Doskonałe miejsce do biesiadowania przy ognisku, a nawet
białowieski basen dla morsów (pozdrowienia dla Klaudiusza
i Krzysztofa). Do snu kołysał nas ogromny chór rechotliwych
żab (żaba śmieszka), przekrzykujące się słowiki szare
a w zieloną noc poezje i ogniskowe przyśpiewki Macieja
Kaczki Zimowskiego, które momentami kołysanką bynajmniej
nie były. W dzień rozweselał prześmiesznym wyglądem kot
Pokemon a respekt wzbudzał potężnej budowy, jednak równie
wielkiej łagodności pies rasy Cane Corso, niestety na
trzech łapach po poważnym zderzeniu z samochodem później
przeznaczonym do kasacji.
Do zobaczenia na następnych naszych tegorocznych PPPiknikach
latem spotykamy się ponoć na Jeziorsku, jesienią w dolinie
Baryczy!
Aneta Balcerkiewicz z Warszawy
fot. Ireneusz Borkowski
PPP-shirt po prostu
musisz mieć, dlatego przyjedź koniecznie na następny
PPPiknik!
|
|