|
Jestem zmuszona rozpocząć tradycyjnym już zdaniem, albowiem
jak zwykle PPPiknik był bardzo udany. Dopisała
pogoda i ptaki, o ludziskach nie wspomnę, bo nie mniej
zwariowani niż poprzednio, a to dla jednych dobre, dla
innych złe.
Wtorek, pierwszy nieoficjalny dzień
PPPikniku, ale bardziej jednak dzień zwiadowczy spędzony
przez organizatorów w miejscach potencjalnie ptasich.
Najciekawszy jest Szpyrk a tam pierwsze PPPiknikowe rzadkości
jak na zawołanie. Oto Paweł Gębski z braćmi M: Mateuszem
i Jarkiem stwierdzają pierwsze tej jesieni w Polsce -
mewy trójpalczaste wędrujące nad Zatoką Pucką. Poza tym
upragnione przez wielu PPPiknikowiczów wieczorne rybitwy
popielate.
Środa, późnym wieczorem - przyjazd
pierwszych PPPiknikowiczów - gości, potem jeszcze tylko
nocne zgrywanie z kart na dyski i oglądanie zdjęć zdobytych
w przedpiknikowym plenerze na laptopach i lecąca ślinka
na zrobienie podobnych. Bo jak już wiadomo wszem i wobec
V PPPiknik miał mocno fotograficzny charakter,
ale głównie z tego względu, że nad morzem siedzi się i
gapi się w morze jak przysłowiowa "sroka w gnat".
Tak więc po co gapić się łażąc skoro można leżeć, taplać
się w zimnym błocie i... fotografować, a i tak co ma przylecieć
to przyleci, a co najmniej - przeleci i jest dobrze, jak
Pawłowi Wacławikowi poniżej...
Paweł Wacławik ze swoim "markiem" i "grubą
bertą" długości 600 mm po udanej sesji przy szlamnikach.
Fot. Mateusz Matysiak
Jak się okazuje, sam spacer w Ujście Wisły trwający
letnią porą około 40 minut szybkiej wędrówki (nie to co
zimą prawie 2 godziny!!!!) po kamieniach i po piachu jest
swoistą przyjemnością terenowych ptasiarzy. Wbrew
pozorom później jednak niektórzy PPPiknikowicze mieli
niedosyt spacerów i niedosyt krzaczkowych ptaszków i
drobiu, bo biegusy zmienne, które były olbrzymią atrakcją
na III PPPikniku opatrzyły się nam już zupełnie. Chyba
tylko nie widzieliśmy ich w pozycji "na pleckach".
Np. w porcie we Władysławowie jeden z biegusów zmiennych
był tak leniwy (obżarty larwami z rozkładającej się mewy),
że kompletnie ignorował przechodzących koło niego ludzi,
nie mówiąc już o sesji fotograficznej jaką urządził Pawłowi
Wacławikowi, w której uczestniczyłam twarzą w dzióbek
w odległości około 30 cm i musiałam cmokać na niego, aby
łaskawie obżarciuch otworzył oko i opuścił nóżkę, bo co
to za zdjęcie z jednonogim śpiącym biegusem:)
Tak więc w czwartek rano ruszyliśmy
w Ujście Wisły w składzie Bracia M, czyli Mateusz
i Jarek Matysiak, Paweł Wacławik, Romek Kubów, Adam Dybich,
Paweł Gębski, a tam na plaży czekał już na nas najwcześniejszy
dzisiejszy "Ujściowicz" Adam Kumiszcza.
W trakcie tego dnia dołączyli do nas jeszcze dwaj mili
przygodni ptasiarze Marcin Pisula i Marek...
Wkrótce po przybyciu na miejsce leniwie rozpełźliśmy się
na niewielkiej płaszczyźnie tamtejszej plaży. Foki vel
żółwie, czyli fotografowie poczołgali się w kierunku ptaków
brodzących na brzegu. W miarę wzrastającego apetytu i
przenoszących się ptaków przeszli oni na sąsiadującą piaszczystą
łachę obfitującą w większość siewkowców i mew, które można
o tej porze roku stwierdzić nad morzem.
Cały dzień leniwie spędziliśmy na oglądaniu żerujących
na kilku łachach lub wędrujących nad wodą kulików, szlamników,
siewnic, biegusów rdzawych, zmiennych, malutkich, piaskowców,
mew i rybitw kilku gatunków... ale i wypatrywaniu na morskim
horyzoncie czegoś bardziej morskiego i mniej typowego.
Pobyt umilił nam sokół wędrowny, dwie młodociane mewy
czarnogłowe oraz nadal bardzo rzadka w Polsce mewa orlica.
Nie wszyscy wytrzymali nieprzemijający "trud"
wypatrywania rzadkości i polegli pod nacierającymi promieniami
słonecznymi chylącego się lata... Fot. Mateusz Matysiak
Wszystko zakończyłoby się całkiem sielankowo, gdyby nie
zerwał się okropny wiatr, a następnie rozszalała się ulewa.
Fotografujący w dzikim tempie i ze zmiennym szczęściem
zabezpieczali sprzęt przed piaskiem i deszczem. Nieświadomi
byliśmy, że ten właśnie wiatr i ulewa zrywała w pobliskim
Wejherowie dachy z domów my tylko zmokliśmy. Wniosek
nie chodź nigdy na ptaki bez kaloszy i peleryny.
Wieczorem dołącza do nas Bartek Duczmal.
Wysmagani wiatrem i zmęczeni morskim powietrzem, ale pełni
obiecujących nadziei zasypiamy niezwykle wcześnie. Podczas
całego V PPPikniku chodziliśmy spać nadzwyczaj szybko
nie podtrzymując tradycji uprzednich PPPikników, zwłaszcza
"bardzo nocnej" Białowieży.
Piątkowy dzień spędziliśmy na wałęsaniu
się po Półwyspie Helskim. Na koniec dnia zalegliśmy
na samym Helu na plaży. Cały dzień wiało dość mocno, cud
że nie ucierpiał sprzęt fotograficzny, ale ręce mieliśmy
zsieczone drobinkami piachu, a kapturów od kurtek nawet
nie próbowaliśmy zdejmować, nawet chrapki nosa usiłowały
falować.
W tych trudnych warunkach pozowały nam do zdjęć najpiękniej:
siewnica, kwokacz i ich współtowarzysze. Przy okazji przedwieczornego
"seewatchingu", czyli cierpliwego wpatrywania
się w głąb morza z jednego miejsca, "wyczesaliśmy"
kolejne rybitwy popielate i wydrzyki ostrosterne.

Przedwieczorny "seewatching" z helskiej
plaży. Fot. Paweł Gębski
Zaplanowany wieczorny grill nie odbył się, ponieważ grillowisko
w "Pomorzance" zostało zalane ulewą, o czym
nie mieliśmy pojęcia, bo piątkowe ulewy całkiem nieoczekiwanie
ominęły nas szczęśliwie.
Sobotni skład drużyny był już kompletny.
Dojechali poznańscy PPPiknikowicze: Kasia Godzich i Sylwek
Zwaduch oraz Patrycja Kumiszcza z pobliskiej Rumii.

Uczestnicy V PPPikniku w Ujściu Wisły. Fot.: Bartek
Duczmal
Odbyliśmy wyjazdy do portu w Pucku (bliska mewa czarnogłowa),
Rewy (biegusy rdzawe, w tym pozujący dorosły ptak w szacie
godowej), Beki... Trochę nerwówki, bo na przebudowywanym
puckim molo (zakaz wchodzenia pod groźbą kar!) Mateusz
zostawia statyw, ale turyści są na szczęście nauczeni
posłuszeństwa przez terrorystów i nie ruszają tego co
jest niewiadomego pochodzenia...
Na Szpyrku w Rewie koszmarnie długo "foko-żółwie"
(raczej foto-żółwie) wylegiwały się wśród obojętnego stada
biegusów w wodorostach na plaży, aż zbuntowana grupka
nielustrzankowa wyrusza na pobliską Bekę, gdzie mimo zapadającego
zmroku widzi całe mnóstwo różnorakich biegusów, kaczek,
lecących żurawi i księżyc wielki jak dynia.
Po obfitej kolacji przy grillu odbył
się Pierwszy PPPiknikowy konkurs. Mateusz i Paweł
przygotowali 47 fotografii zwykłych ptaków w niezwykłych
pozycjach. Należało podać nazwę ptaka, płeć i upierzenie
(oczywiście w miarę możliwości). Fajnie było i wesoło,
ale niestety dość trudno. O tym niech zaświadczą wyniki.
na minimum 47 punktów do zdobycia, zwycięzcy Adam Dybich
i Paweł Wacławik uzyskali "tylko" 60 punktów.
Dogrywka miała miejsce w niedzielę na plaży w Ujściu Wisły.
Co tu opisywać, zobaczcie sami jak się to odbywało, śmiechu
było co nie miara.
Ostatecznie wygrał Adam Dybich, który przybył na nadmorski
PPPiknik aż z górnośląskiego Sosnowca i zdobył w ten sposób
piękną, unikatową książkę - album fotograficzny o rzadkich
ptakach Europy. Wszyscy podpisaliśmy się na pierwszej
stronie, a Prezes Matysiak uścisnął osobiście zwycięzcy
dłoń.

Gratulacje dla zwycięzcy konkursu i wręczenie nagrody.
Fot.: Aneta Balcerkiewicz
Organizatorzy konkursu byli tacy mili, że nie podali pozostałym
uczestnikom ich wyników, co pozwoliło uniknąć jakichś
desperackich porzuceń zainteresowania ptakami;) Jednakże
omówienie po konkursie poszczególnych zdjęć było bardzo
pouczające.
Taki kameralny PPPiknik ma tę zaletę, że wszyscy
słyszą co się mówi, a tym samym mogą więcej korzystać
z doświadczenia innych. Duże PPPikniki obfitują w większą
ilość obserwowanych ptaków, ale przecież nie chodzi tu
wyłącznie o zaliczanie gatunków nowych, ale przede wszystkim
o nabycie doświadczenia w ich podglądaniu i identyfikacji,
a przede wszystkim o błogi odpoczynek w dzikiej przyrodzie
i niepowtarzalnej atmosferze radosnych i pełnych humoru
ptasiarzy.

Gratulacji dobrych ujęć i pożegnaniom nie było końca:)
Fot. Paweł Gębski
Do zobaczenia na VI PPPikniku w osławionej dolinie Baryczy.
Aneta Balcerkiewicz - najwierniejsza PPPiknikowiczka
|