Wiadomości o rzadkich ptakach, które pojawiają
się w Polsce, można znaleźć w Internecie
Birdwatching, od angielskiego "obserwowanie ptaków"
rozwija się głównie w Stanach Zjednoczonych i Zachodniej
Europie. Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków w W.
Brytanii liczy ponad milion członków. W Holandii birdwatchingiem
zajmuje się 2 - 3 mln osób. W Polsce - najwyżej 3 -
5 tys. Jednak w ciągu kilku ostatnich lat ich liczba
zwiększyła się dwukrotnie.
- To wspaniały sposób rekreacji, w bezpośrednim kontakcie
z naturą - uważa Mateusz Matysiak, twórca ptasiego portalu
www.birdwatching.pl (w budowie). - Czy może być lepszy
plan na weekend niż wyszukać sobie jakiś gatunek ptaka
w atlasie, a potem odnaleźć go nad rzeką czy jeziorem?
Oprócz "ptasiarzy" niedzielnych są także twitcherzy,
których ambicją jest zaliczenie obserwacji jak największej
liczby gatunków. Rywalizują z sobą na zasadach sportowych.
Najlepsi na świecie mają po ponad 4000 zaobserwowanych
gatunków, tzn., że widzieli zdecydowaną większość żyjących
na Ziemi ptaków. W Polsce twitcherów zrzesza klub 300
(www.club300.pl). Jest ich 40. Mateusz Matysiak "zaliczył"
310 gatunków, a inicjator powstania klubu Paweł Gębski
309. Kilka osób widziało ponad 300 z 444 ptaków, które
wymienia "Awifauna Polski". Obserwacja musi
być potwierdzona zdjęciem lub przynajmniej szczegółowym
raportem, który zatwierdza Komisja Faunistyczna Sekcji
Ornitologicznej Polskiego Towarzystwa Zoologicznego.
Najbardziej zapaleni obserwatorzy uzbrajają się w drogi
sprzęt (lornetki, lunety, aparaty fotograficzne), maskujące
ubrania i zaczajają się na wiele godzin, a czasem dni,
by wypatrzeć upragniony gatunek. Czasami wyjeżdżają
tysiące kilometrów, by tylko "zaliczyć" kolejnego
ptaka i wpisać na swoją listę. Birdwatcherzy wymieniają
się informacjami w Internecie i za pomocą SMS. - Na
Zachodzie wystarczy, że ktoś napisze, gdzie widział
jakiegoś rzadkiego ptaka, a następnego dnia w tym samym
miejscu jest już kilkudziesięciu "ptasiarzy"
- opowiada doświadczony birdwatcher Michał Książek z
Warszawy. -
[GES]